Do tej pory nasze każde sielskie wakacje spędzaliśmy nad Polskim morzem konkretnie w Pobierowie, a jeszcze konkretniej w ośrodku Polo. Było to głównie spowodowane tym, iż miałam lęk przed nieznanym- a mianowicie strasznie obawiałam się lotu samolotem. Właściwie tylko ta kwestia stała na przeszkodzie. Jednak pewnego dnia decyzja zapadła!
Braliśmy pod uwagę różne kierunki: od Grecji po Albanię. W celu wyboru odpowiedniego kierunku dla nas odwiedziliśmy dwa lokalne biura podróży - jedno dosyć stare nie zrzeszone z żadną z sieci TravelKalisz- natomiast drugie to biuro podróży NAM. I ostatecznie to właśnie w tym biurze podróży podpisaliśmy umowę.
Cały lot i pobyt organizowany był - tutaj pewnie was nie zdziwię - przez Grecosa. Mogę ich zdecydowanie pochwalić - ponieważ sama organizacja i opieka rezydenta w naszej ocenie wypadła na 5+ - oceniamy ją pod kątem totalnych laików którzy jak wspominałam pierwszy raz wybrali się za granicę.
Swój urlop spędziliśmy w miejscowości Niforeika znajdującej się w północno-zachodniej części Poloponezu. Mała miejscowść zależało nam głównie na odpoczynku. Mieszkaliśmy przez tydzień czasu w hotelu Pavlina. Hotel mieści się w cudownym miejscu - na wzniesieniu z którego roztacza się przepiękny widok na lazurowe wody Zatoki Patras. Ale co dużo pisać - lepiej wam to pokazać.
Po przejściu recepcji i wyjściu na dziedziniec naszym oczom ukazał się taki oto widok...
Komu na taki widok nie zaparło by tchu w piersiach? Wiem, że są na świecie cudowniejsze miejsca, ale mnie osobie która widziała do tej pory na oczy tylko morze bałtyckie i lokalne jeziora - taki lazur wody bił po oczach. I jeszcze w tle te cudowne góry.. Walory widokowe były cudowne o każdej porze dnia i nocy.
W hotelu mieści się drewniany taras widokowy wraz z barem. Pełni on główny punkt widokowy na którym można odpocząć, a przy okazji wypić lemoniadę, piwo czy tradycyjny Grecki trunek: wino, ouzo itp Jeżeli chodzi o drinki to mnie osobiście nie smakowały ale być może koneserom takie smaki będą odpowiadały.
W przylegającej do tarasu altance pod zadaszeniem odbywały się obiady - można smakować jedzenia i napawać się widokiem morza, szumem fal i powiewem orzeźwiającej bryzy morskiej. Jedzenie było dobre, serwowane w postaci szwedzkiego stołu - każdy znalazł coś dla siebie.
Jeżeli chodzi o wodę - ja osobiście będąc nastolatką kochałam pływać kochałam wodę - choć wiadomo z wiekiem upodobania się zmieniają to w moim przypadku najbardziej chodziło o dyskomfort spowodowany zimnem jakie odczuwałam po wejściu do Bałtyku. Pływanie tam nie należało do najprzyjemniejszych.. Natomiast w Grecji było wręcz odwrotnie - po wejściu do wody nie mogłam wręcz uwierzyć, że woda naprawdę może być aż tak ciepła i czysta! Czystość wody też stanowi duży atut kiedy idziesz, idziesz i cały czas widzisz po czym stąpasz.


W obiekcie znajdowały się atrakcje zarówno dla dzieci jak i dorosłych: plac zabaw, stół do bilarda, miejsce do zagrania w siatkówkę, sala telewizyjna czy basen. Z racji, że miejscowość była mała myślę, że dodatkowym plusem były znajdujące się w samym hotelu małe kioski w których istniała możliwość zakupu pamiątek: zaczynając od zwykłych magnesów kończąc na oryginalnej greckiej oliwie z oliwek czy przyprawach. Nie powiem ceny były dość wysokie ale tak to już jest kiedy płaci się w euro zarabiając w PLN :) Tańszych rzeczy można szukać w pobliskich marketach choć w najbliższej okolicy znajdowały się zaledwie dwa. Aby dojść do centrum miejscowości trzeba było wybrać się na dłuższą pieszą wycieczkę uzbroić się w wodę i cierpliwość. My również na takowej byliśmy - a co widzieliśmy? Oliwki, oliwki, oliwki..





7 dni odpoczynku, relaksu i dobrego jedzenia. Jeżeli chodzi o zwiedzanie wybraliśmy się na jedną z wycieczek organizowanych przez biuro podróży do kolebki igrzysk olimpijskich w Olimpii. Wstęp na teren kosztował 10 euro - ja z racji, że byłam studentką zaoczną i miałam legitymację weszłam za darmo. Nie mam z tego miejsca zbyt wielu zdjęć ponieważ skupiłam się na nagrywaniu - jak się później okazało niemego filmu bo nie odłączyłam kabla od kija selfie i nie nagrywał się w ogóle dźwięk.
Miło było stąpać po ziemi gdzie kiedyś w starożytności rywalizowali najwięksi greccy sportowcy.
Jest jeszcze wiele rzeczy o których można powiedzieć - ale nie wiem co was interesuje. To pierwszy tego typu wpis - jeśli macie jakieś sugestie co do formy lub pytania po prostu zostawcie proszę